Dobre chęci cz. 2

Dobre chęci cz. 1

Następne dni były przepełnione dla Olafa typowymi objawami narastającego zauroczenia. Myśli o Karolinie utrudniały mu skupienie się na czymkolwiek. Nawet ludzie w pracy kilkukrotnie dostrzegali jego rozkojarzenie. Ciągle miał przed oczami jej skupioną twarz, kiedy słuchała tego co mówił, mimo tego, że sądziła, że poświęca sobie zbyt dużo uwagi. Wspominał burzę rudobrązowych włosów, nieco pokręconych, lecz wciąż wdzięcznie spływających na jej delikatne ramiona. Po raz pierwszy zaczął się cieszyć, że w środę znów pójdzie na grupę. Nie był z tego powodu bardzo dumny z siebie, ale w czasie kolejnego samotnego weekendu próbował nawet wyśledzić ją na facebooku. Stety lub niestety nie udało mu się.

W końcu nadszedł ten moment, kiedy w środę po południu wyszedł z pracy i z motylami w brzuchu pojechał na spotkanie. Cały tydzień wyczekiwania powodował, że z trudem panował nad nerwami, choć na zewnątrz mogłoby się wydawać, że jest równie obojętny co zwykle.

Jak to często bywa w tego rodzaju przypadkach, cała para poszła w gwizdek, bo Karolina nie przyszła. Przez całe półtorej godziny siedział ze wzrokiem wlepionym w drzwi i nie zarejestrował ani jednego słowa z tego, co było mówione. Właściwie nie był nawet jakoś szczególnie zaskoczony ani zrozpaczony. Uprzednie doświadczenia spowodowały, że zaakceptował sytuację ze zrezygnowanym spokojem. Nadzieja nadal wstydliwie żarzyła się gdzieś z boku, ale wiedział, że odbierze to, że nie przyszła jako osobiste odrzucenie i zamknie się w sobie. Zawsze tak to się odbywało.

Ku swojemu zdziwieniu, po zakończonym spotkaniu podszedł do dwóch dziewczyn, z którymi kiedyś Karolina rozmawiała.

– Hej, kojarzycie może tę Karolinę z rudymi włosami? W zeszłym tygodniu znalazłem chyba jej książkę i myślałem, że jej oddam, ale nie przyszła. Macie do niej jakiś kontakt?

– Mam jej numer, czekaj.

Nie mógł uwierzyć. Zadziałało. Miał jej telefon. Jadąc autobusem nieustannie wpatrywał się w szereg niepozornych cyfr na ekranie. Zastanawiał się, czy przełamie się, żeby ich użyć.

Dwa dni później pomysł zadzwonienia do Karoliny wydawał się zdecydowanie gorszy niż na początku. Decyzja zbyt długo odkładana w czasie zazwyczaj staje się coraz trudniejsza w zaskakującym tempie. Mimo tego, na fali euforii towarzyszącej piątkowemu wyjściu z pracy, zdobył się na ten nadludzki wysiłek. Idąc chodnikiem wsłuchiwał się w znienawidzony sygnał oczekiwania na to, aż ktoś po tamtej stronie naciśnie właściwy przycisk. Pewnie nie trwało to dłużej niż kilkanaście sekund, jednak Olafowi wydawało się, że postarzał się o całe lata, kiedy usłyszał w końcu znajomy głos.

– Halo?

– Cześć, Karolina? Tu Olaf.

– Olaf? Skąd masz mój numer?

– Powiedzmy, że mam swoje sposoby. – Zażartował i od razu tego pożałował, bo wydało mu się, że wyszedł na jakiegoś stalkera.

– Powiedzmy, że ci wierzę.

– Słusznie czynisz. Słuchaj, nie było cię w środę na spotkaniu i tak pomyślałem, że moglibyśmy się jutro zobaczyć, co ty na to?

– No nie wiem, jestem dosyć zajęta. Chyba, że pasowałoby ci tak koło południa? No i najwyżej na godzinę.

– Spoko, nie ma problemu. Może pójdziemy nad rzekę?

– Może być.

– Tam jak stoją szachownice?

– W porządku. to do zobaczenia jutro.

Nie zdążył jeszcze się pożegnać, kiedy ona już zakończyła połączenie. Czuł, jak w czasie rozmowy uchodziło z niego powietrze. Karolina wcale nie brzmiała na ucieszoną z jego telefonu i z tego, że w ogóle zdobył jej numer. Nie było też filmowej radości z propozycji randki. Zamiast tego musiał się zadowolić jakąś krótką chwilą w zupełnie nieromantycznym środku dnia. No i będzie musiał się pogodzić z tym, że zostawi go dla jakichś innych rzeczy, które na pewno uważa za ważniejsze. Przez chwilę o mało co nie napisał jej, że wyskoczyło mu coś ważnego i musi odwołać spotkanie. Bo pewnie nawet jej przez myśl nie przeszło, że można by to nazwać randką. Nic nie szło po jego myśli, ale dziwnym trafem wciąż chciał brnąć dalej.

Bardzo usilnie starał się nie stresować podczas czekania na spóźniającą się Karolinę. Ludzie na deptaku mijali go nieustannie, tworząc wokół tłum obojętnych twarzy. Nie zauważył jej do prawie ostatniej chwili, bo jej oblicze i postawa były równie obojętne, jak wszystkich innych dookoła. Dawało jej to kamuflaż lepszy od komandosa beznamiętnie obserwującego w ukryciu cel do zlikwidowania. Kiedy już przed nim stanęła, jej usta rozciągnęły się w uśmiechu, który jednak nie był w stanie dotrzeć do oczu.

– Cześć, przepraszam za spóźnienie. Jak ci mówiłam, mam dzisiaj dość dużo rzeczy do zrobienia.

– Witaj. Nic nie szkodzi. To co, znajdźmy jakąś ławkę.

Może to przez jasne światło dnia odbierające całą tajemniczość pierwszego spaceru, może to przez brak sprzyjającego rozmowom stołu, a może przez któryś z dziesiątków innych czynników, konwersacja tym razem wyraźnie się nie kleiła.

– Dlaczego nie przyszłaś w środę?

– Byłam zajęta.

– Wszyscy mówią, że regularność i dyscyplina obecności to podstawowe warunki właściwej terapii…

– No to widocznie nie czeka mnie udana terapia, bo w tym tygodniu też raczej nie przyjdę. Z resztą, nie wiem, czy będę tam dalej chodzić. Czuję się już dobrze.

– O, dobrze to słyszeć… Wiesz, sporo myślałem o tym, co mi mówiłaś ostatnio.

– Ach tak?

– Sądzę, że dużo paplam o sobie również dlatego, żeby nie powiedzieć niczego o realnym znaczeniu. Nauczyłem się mówić formułkami na pewne tematy, zupełnie pomijając inne. To mechanizm obronny, przez który wychodzę na zadufanego w sobie dupka bez choćby krzty zainteresowania innymi.

– O, widzę, że faktycznie zacząłeś myśleć. Dobrze. Czas na mnie. Miłego!

Jeśli dwa tygodnie temu obojętna reakcja grupy wyprowadziła go z równowagi, to kompletny brak zaangażowania Karoliny w spotkanie i to, o czym mówił, pozostawił Olafa po prostu desperacko bezradnym. Pierwsze i drugie spotkanie różniły się od siebie tak bardzo, jak to tylko możliwe. Nie było rozkwitającej powoli fascynacji, nie było patrzenia sobie w oczy i mówienia rzeczy przeznaczonych tylko dla tej jedynej osoby. Zamiast tego Olaf znalazł się w sytuacji, w której kompletnie zdezorientowany gonił na oślep dziewczynę, która tym bardziej się oddalała, im usilniej próbował do niej dotrzeć. To już nie były ruchome piaski żwiru, które przy pewnym wysiłku da się przebyć na miękkich kolanach. To była nieprzebyta otchłań kosmosu rozdzielająca na wieczność dwie gwiazdy oddalające się od siebie z każdą sekundą.

Nawet mimo tak dziwnego i niezrozumiałego zachowania, Olaf postanowił sobie, że się nie podda. Wiedział, że zawsze odpuszczał przy pierwszej trudności, więc tym razem chciał być wytrwały. Zdawał sobie sprawę, że w dalszym ciągu przy bliższym poznaniu może się okazać, że całkiem do siebie nie pasują, chciał jednak się o tym przekonać empirycznie, a nie tylko poprzez własne wyimaginowane argumenty powstałe z kompleksów i lęków. Pełen nowo wezbranej determinacji podniósł się z nadbrzeżnej ławki. Tym razem nie było papierosa.

– Cześć, jak się masz? Brakowało cię trochę wczoraj, wiesz?

– Cześć. No nie wiem, przecież i tak się nie odzywam nigdy.

– Nie do końca to miałem na myśli… Słuchaj, idę w sobotę na koncert, do miasta przyjeżdża Pablopavo i miałem iść z koleżanką, ale się rozchorowała dość mocno. Może byłabyś zainteresowana?

– W sobotę mówisz? Myślę, że w porządku. Chociaż nie wiem, kto to jest Pablopavo… Gdzie?

– Umówmy się przy wejściu do tamtego parku. Klub jest niedaleko.

– No dobrze.

– Koncert zaczyna się o 19. Myślę, że powinniśmy tam być przynajmniej o 18, więc spotkajmy się o 17:30, ok?

– Bardzo nie lubisz się spóźniać, co?

– Bardzo.

– No to do zobaczenia!

Kolejna rozmowa z Karoliną była zupełnie inna od poprzedniej. Olafowi zdawało się, że słyszy uśmiech, który chyba wypłynął na jej usta, kiedy zaproponował wyjście. Nawet mimo tego, że wspomniał o chorej koleżance, która była oczywiście całkowicie wytworem jego wyobraźni. Tym razem Karolina nie wspomniała o innych planach, napiętym grafiku i innych takich. Wydawała się szczerze ucieszona ze wspólnego wyjścia.

Dobre chęci cz. 3

cdn

Reklamy

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s