Inspektor Sword i dziwka

Ten Tekst nie jest pochodną archeologii internetowej, tylko ostatniego czasu. Nie wpisuje się zbytnio w charakterystykę Inspektora, ale cóż, każdy ma swoje wzloty i upadki, nawet Sword. A już tym bardziej ja ;)

            Inspektor wiedział, że nie jest sam w swoim mieszkaniu. Nie było ono duże, więc teoretycznie nie powinien mieć trudności ze znalezieniem intruza. Praktyka była jednak bardziej skomplikowana. Nieproszone towarzystwo dobrze się maskowało. Natomiast kiedy już się ujawniało, to robiło to w sposób niemalże niemożliwy do powstrzymania czy też zdobycia się na odrzucenie go. Sprawę komplikował fakt, że była dziwką. Nie taką zwyczajną grzybiarką, którą można znaleźć bez większego trudu. Oj nie. To była wyższa półka, o wiele wyższa.

            Jedną z wyróżniających ją cech było to, że miała własne upodobania, w które wciągała swoich klientów. Czasami Sword miał wrażenie, że lepszym określeniem byłoby „ofiary”. Tak czy inaczej, owa dziwka potrafiła zamknąć takiego twardziela jak inspektor w jego mieszkaniu na długie dni i tygodnie. Fala zbrodni rozlewała się po mieście, a on tkwił w jej ramionach, nie ważne czy w łóżku, na fotelu czy gdziekolwiek indziej. Nie potrafił się jej wyrwać i wyjść na zewnątrz. Sama myśl o czymś takim przerażała go z dnia na dzień coraz bardziej. Mimo, że miał świadomość, że kiedyś potrafił zabijać złoczyńców śmiechem, teraz nie potrafił myśleć o konfrontacji z nimi inaczej jak ze strachem. Nie pomagało nawet to, że wiedział, że rachunek za usługi rośnie. Dziwka miała jednak taką siłę przyciągania, że nie potrafił się od niej uwolnić nawet mając świadomość, ile będzie go to kosztować.

            Mieszkanie inspektora całkowicie zdążyło zmienić się w nieprzebytą dżunglę, w której nawet mapa i kompas nie wystarczyłyby do nawigowania. GPS także prawdopodobnie straciłby orientację. Sam Sword prawdopodobnie nie potrafiłby się w nim odnaleźć. Prawdopodobnie, ponieważ w ostatnim czasie w ogóle nie opuszczał swojego łóżka, w którym trzymała go wspomniana kurwa. Był to na tyle długi okres, że bezpiecznie można było założyć, że niektóre obiekty samodzielnie poczęły zmieniać swoje miejsce położenia, kształt, liczebność tudzież masę. Dla niegdyś nieustraszonego policjanta nie miało to jednak znaczenia. Nawet fakt, że w jego ani nie umytych, a nie wypastowanych glanach zamieszkała rodzina pająków, która zdążyła dorobić się już drugiego pokolenia. Inspektor leżał w sztywnej pościeli, pozwalając swoim myślom dryfować swobodnie. Z jednej strony, będąc dość inteligentnym człowiekiem, widział jak się stacza i traci kontrolę nad swoim życiem. Czuł, jak coraz mniej rzeczy znajduje się w jego zasięgu z powodu uwikłania w relację z tą konkretną dziwką. Z drugiej jednakże, nie robienie niczego było tak kuszące, pociągające i cudownie niewymagające, że mimo wszystko zagłębiał się w marazmie coraz bardziej.

            Nie pamiętał nawet, kiedy jadł ostatni posiłek, ani ile dni minęło odkąd ostatni raz opuścił łóżko. Jedynym wskaźnikiem mógłby być narastający smród, który pozwalał się już chyba zakwalifikować jako biologiczna broń masowego rażenia, jednak powonienie inspektora wypaliło się już prawie zupełnie, więc pozostawał niewrażliwy na tę okoliczność. Do walających się wszędzie ekstrementów również można się było przyzwyczaić.

            Czasem zastanawiał się, dlaczego żaden sąsiad nie sprowadził jeszcze policji i strażaków. Smród pewnie był gorszy od rozkładającego się ciała. Dziwka przekonała go jednak, że miał z nimi takie stosunki, że teraz odór w bloku jest dla nich niczym zapach wiosennej łąki. Miała wytłumaczenie również co do tego, dlaczego żaden współpracownik nie zainteresował się jego absencją. Było ono zasadniczo podobne do tego dotyczącego sąsiadów. Dziwnym trafem zawsze mówiła o nim wtedy, kiedy wydawało się, że ktoś puka do drzwi.

            Zatracając się ponownie w jej upiornie miękkich i gościnnych ramionach przez chwilę doświadczył przebłysku wątpliwości. Skąd w ogóle przyszło mu do głowy, żeby zamawiać kurwę o ksywce Depresja? W resztkach zdrowego rozsądku kołatała się zagadkowa myśl: „depresja to dziwka”. Z trudem próbując zrozumieć, szyk słów, który wydawał się być odwrotny od sensownego, ponownie zatopił się w wyimaginowanych objęciach apatii…

Reklamy

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s