Snajper i Ida, czyli o kinematografii słów kilka

                Ostatnio oglądam mniej filmów niż to drzewiej bywało (ale to dobrze). Jednak wobec ogólnego szumu z jednej strony (Ida) jak i zainteresowań (Snajper) sprawdziłem te dwa obrazy i stały się one pretekstem do spisania kilku myśli, które już dość długo krążą mi po głowie. Od razu zastrzegam, że nie będzie to recenzja. Kinonazistów [;)] upraszam też o powstrzymanie ich koni i nie tratowanie mnie za zestawienie w tytule filmów z dwóch chyba zupełnie różnych biegunów. Przejdźmy zatem do rzeczy.

                Zacznijmy od paru słów o polskim obrazie, a co. Od strony „filmowej” się mnie bardzo spodobał. Kadry/zdjęcia/ujęcia czy jak się je tam profesjonalnie nazywa jedne z lepszych, jakie pamiętam. Prawie każda scena nadaje się do tego, żeby zrobić stopklatkę, wydrukować ją i powiesić na ścianie. Cała reszta warsztatowa też bardzo dobra, a aktorka grająca Idę to już w ogóle, if you know what I mean. Więc gdzie leży „ale”? Ano w tym, że jakoś nie mogę zrozumieć, dlaczego polski reżyser wpadł na pomysł, żeby zrobić film o zmyślonych rozterkach moralnych sługuski okupanta i to w dodatku w tak poprowadzonej fabule, która wpisuje się w ciąg sugerowania, że Żydów w czasie wojny to jednak Polacy mordowali, nawet jak ich ukrywali. Ja rozumiem, że z pewnymi tematami łatwiej dostać dotację niż z innymi, ale no jasna cholera… Czy nie dałoby się osadzić fabuły w trochę innym kontekście historycznym? Czy wtedy nagle by się okazało, że wyjęta z tej specyficznej sytuacji nie jest już ona taka atrakcyjna? Trochę smutno też, że najbardziej znany polski film od wielu lat pokazuje nasz kraj jak szaraka Trzeciego Świata. Ciekawe, ilu Amerykanów serio zacznie myśleć, że w Polsce jest czarno-biało ;) Ale to już akurat kwestia marginalna.

                Dobra, to teraz nieco o Snajperze. Właściwie mógłbym napisać dwa słowa, które wystarczyłyby za wszystkie inne: „Clint Eastwood”. Byłoby to jednak pójście na łatwiznę, więc wymłodzę nieco więcej. Po pierwsze jest akcja. Po drugie, to nie jest film polegający na akcji. To jest film na motywach życia Chrisa Kyle’a, na podstawie jego książki, chociaż jest w filmie trochę zmian. Patrząc na ludzi w kinie miałem wrażenie, że spora część oczekiwała jakiejś rąbanki bardziej w stylu Helikoptera w ogniu i nie do końca się odnajdywała w tym, co zostało im zaserwowane. A Eastwood zgrabnie domieszał dużo o tym, jak wygląda funkcjonowanie psychiczno-społeczne żołnierza przed/na/po misji. Dostaliśmy więc zbalansowany film na motywach życia dość ważnej postaci historii najnowszej USA.

Na jakiej podstawie chcę zestawiać zatem kameralną Idę oraz głośnego Snajpera? Otóż na ich podstawie (oraz wcześniejszych doświadczeniach) można sporo powiedzieć o stosunku kinematografii do patriotyzmu, czegoś, co jest wg mnie istotne, zwłaszcza w czasach, w których przyszło nam żyć. To chyba nie jest żaden odkrywczy wniosek, że Amerykanie potrafią robić dobre kino o własnej historii. A nawet kiedy nie jest to kino o historii, to zawsze kiedy jest taka potrzeba potrafią pokazać traktowanie flagi/prezydenta/innych emanacji państwa i poczucia wspólnoty ze stosownym szacunkiem. Z amerykańskich filmów płynie jednoznaczne przesłanie, że amerykanie są super, zawsze wygrywają a do tego potrafią być szlachetni i w ogóle. Co z kolei możemy się dowiedzieć z polskich filmów o nas samych? Właściwie to powinniśmy przyznać, że Holocaust to nasza wina, że z wielu powodów ciągle powinniśmy przepraszać i generalnie w dobrym tonie jest przynajmniej ironiczno-ambiwalentny stosunek do własnego pochodzenia. A jak już się uda nakręcić coś w innym duchu, to jest to zrobione tak, że oczy bolą od oglądania.

Tego mi chyba właśnie najbardziej brakuje u nas: nieumiejętności zrobienia w miarę łatwo przyswajalnego kina z pozytywno-patriotycznym przesłaniem. A tematów jest całe multum. Nie mówię, że obecne tendencje powodują u mnie nie wiadomo jakie ciśnienie i chęć mordu. Po prostu trochę smutno, że tak to wygląda.

Z fajnych filmów amerykańskich ilustrujących moje przemyślenia polecę wam Lone Survivor, czyli na nasze Ocalony oraz Zero Dark Thirty co zostało przetłumaczone bodaj jako Wróg numer 1. Jest jeszcze Act of Valor, ale w przeciwieństwie do poprzednich dwóch nie jest oparty (z tego co wiem przynajmniej) na prawdziwych wydarzeniach. Grają w nim za to prawdziwi operatorzy. A co mamy my? Misję Afganistan… Grzęznące w biurokracji i braku funduszy filmy typu Historia Roja czy Karbala, o której chyba słuch zaginął (jeśli ktoś coś wie, to niech da znać ;)).

Tak, wiem że można nazwać te amerykańskie produkcje naiwnymi w przekazie, ale z drugiej strony można się zacząć zastanawiać, czy to nie my staliśmy się zbyt cyniczni.

Wiem też, że ta kwestia jest o wiele głębsza, a ja prześliznąłem się tylko po powierzchni. Byłoby fajnie, gdyby się ten Tekst stał przyczynkiem do dyskusji ;)

Advertisements

2 thoughts on “Snajper i Ida, czyli o kinematografii słów kilka

  1. Nie oglądałam ani Idy ani Snajpera więc się nie wypowiem. Ale zgodzę się na pewno z jednym – ciężko zrobić DOBRY film pozytywno-patriotyczny. A jak już jesteśmy w tych tematach, to co sądzisz o filmie Miasto 44?

    Lubię to

    1. Nic nie sądzę, bom go nie widział jeszcze ;) Ciągle się zbieram, ale jakoś zawsze coś innego trzeba zrobić/obejrzeć…

      Lubię to

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s