Inspektor Sword i dybuk

         Cóż to była za noc. Sword wracał właśnie od swojej „przyjaciółki”. Kroczył chodnikami ciągle jeszcze pogrążonego w mroku miasta i wspominał ostatnie, jakże przyjemne, godziny. A było co wspominać. Nowa sekretarka na komisariacie nie bez przyczyny stała się od razu tematem większości rozmów samczego personelu. Długie,delikatnie kręcone, blond włosy, niebieskie oczy i pięknie ukształtowane usta były jedynie wierzchołkiem góry lodowej innych jej walorów.

      Inspektor, kiedy szedł tak zamyślony, nie zauważył zakapturzonej postaci, śledzącej go od jakiegoś czasu. Zagadkowy szpieg przemykał ukradkiem z cienia do cienia, a kaptur skrywał całą jego twarz. Ruchy miał szybkie i zwinne, choć nieco chaotyczne i nieprzewidywalne. Jedynymi częściami jego ciała, które pozostawały odsłonięte były wielkie i nienaturalnie wydłużone dłonie, choć w ciemnościach nie można było zobaczyć wszystkich szczegółów.

            W pewnej chwili Sword wszedł w nieoświetlona i wąską uliczkę stanowiącą niezbyt przyjemny, jednak dość znaczny skrót do domu. Tajemniczy obserwator wyłonił się wtedy z bramy i dziwnym, nieco świszczącym głosem powiedział:

– Stój! – Sword był tak zaskoczony, że w pierwszej chwili naprawdę stanął, jednak już w następnej wyszarpnął zza pasa broń i wymierzył w intruza. Dopiero później przemówił:

– Źle trafiłeś, koleś. Szukaj kogoś innego do skrojenia, bo ode mnie nic nie wyciągniesz. – Na te słowa tamten zrzucił kaptur i oczom Sworda ukazał się widok straszliwie niespodziewany. Intruz zupełnie pozbawiony był włosów na głowie. Zamiast nich czaszkę pokrytą miał oślizgłymi liszajami i nie zasklepionymi do końca strupami, z których sączyła się zielonkawo-czerwonawa ropa. Nawet w tak nikłym świetle widać również było, że skóra istoty również nie jest normalna, na szczęście Sword nie był w stanie dostrzec szczegółów. W oczach stwora nie było widać białek, a jedynie czerwone żyłki przekrwienia, upodabniające oczodoły do dwóch otwartych ran.

– Nie chcę wyciągać niczego od ciebie. Chcę wyciągnąć CIEBIE.– Zaszumiał potwór i począł zbliżać się do zdziwionego inspektora.

– Ej, chwila, coś ty za jeden? – Zapytał Sword chcąc zyskać na czasie.

– Jam jest Dybuk. Wszyscy potajemni kochankowie wpadają w końcu w moje szpony, aby zażyć także i mych pieszczot. – Swordowi przypomniało się, że czytał kiedyś o Dybukach w książce o demonach.

– Ale przecież ty występujesz tylko w lasach, ewentualnie w niewielkich odległościach od nich! A poza tym jesteś tylko wytworem fantazji chłopów, którzy na wszystko szukali nadprzyrodzonego wyjaśnienia. – Dybuk przystanął na te słowa i odpowiedział nieco zirytowanym głosem:

– A widziałeś gdzieś kiedyś porządny las? Nie ma już czegoś takiego, a radzić sobie trzeba. Z resztą sami nazywacie to miejską dżunglą, a jak się nie ma lasu co się lubi to się lubi dżunglę co się ma. Poza tym, to nie chłopi mnie wymyślili, tylko jacyś ekofanatycy nie tak dawno temu. Niestety, stwierdzili, że powinienem lubić las, więc niezbyt dobrze się czuję w mieście. Cóż jednak począć, każdy robi to, do czego został powołany, więc nie stawiaj oporu to będzie mniej boleć.

– Ej, czekaj! A nie mógłbyś nieco zmienić podejścia? Słyszałeś kiedyś o prywatnych detektywach?

– Ta, od czasu do czasu oglądam TVN.

– To, co tam pokazują do bujdy! Większość spraw, jakie oni otrzymują to zlecenia od podejrzliwych małżonków. Co byś powiedział na taki biznes?

– A co bym potem z nimi robił?

– Jeśli faktycznie mieliby kochanków, to mówiłbyś o tym zleceniodawcom i myślę, że oni już by sprawili niewiernym gorszą karę od ciebie.

– Jest to jakiś pomysł. – W głosie Dybuka dało się słyszeć szczere zainteresowanie. – Pomyślę nad tym. Dzięki wielkie.

            Po tych słowach odwrócił się i założywszy na powrót kaptur zniknął w mroku najbliższego zaułka. Sword natomiast, zadowolony z siebie, że tak tanim kosztem wykpił się od nie wiadomo jakich nieprzyjemności wrócił do domu.

**

            Kilka dni później, wczesnym rankiem, zadzwonił dzwonek u drzwi Sworda. Ten, będąc jeszcze bardzo zaspanym, nie pomny był na środki ostrożności i od razu je otworzył. Na zewnątrz stało kilku dużych panów ze smutnymi minami. Jeden z nich się odezwał:

– Inspektor Sword? Jestem mężem tej nowej sekretarki.

W owym czasie autor słuchał zgoła odmiennych rodzajów muzyki. Tymże jej przykładem się był inspirował w trakcie prokurowania Tekstu onego: Dybuk

Reklamy

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s