O życiu i śmierci słów kilka

Straszny ten tytuł, nie? Taki… nic nie mówiący. No bo w końcu co to znaczy „o życiu i śmierci”? Przecie w tym zamyka się całość ludzkiej egzystencji. A jakże ją opisać, zwłaszcza w kilku tylko słowach? Spokojnie, nie odbiło mi na tyle, żeby wierzyć w to, że jestem w stanie w jakikolwiek sposób wyczerpać niewyczerpywalne. Z drugiej jednak strony sądzę, że kilka uwag w miarę sensownych jestem w stanie przedstawić. Nawet jeśli jednak sensownymi się one nie okażą, to i tak mam zamiar to zrobić, ponieważ czuję taka potrzebę. Płynie ona z tego, co dane mi było doświadczyć w ostatnim czasie, a co w sumie dość mocno dotyczyło i życia i śmierci. No a czynnikiem spustowym, że się tak wyrażę, było niedzielne kazanie u krakowskich dominikanów. Nawet jeśli nie jesteście specjalnie religijni, to wybierzcie się czasem na mszę w którymś z ich klasztorów. Że warto mówi wam gość, który przez prawie cztery lata de facto nie chodził do kościoła.

Dygresje dygresjami, a miało być o czym innym. Myślę, że warto byłoby zacząć od pewnego uporządkowania definicyjnego pojęć, którymi będziemy się posługiwać. Bo to w sumie takie popularne słowa, ale czy na pewno wiemy, co mamy na myśli używając ich?

A zatem, co to jest śmierć? Wiadomo: koniec życia. Następuje w momencie, w którym nasze ciało odmawia współpracy i się wyłącza. Ewentualnie zostaje wyłączone przez jakąś zewnętrzną okoliczność. Ale czy to wszystko? Otóż nie. Ośmielę się posunąć do stwierdzenia, że można być „martwym za życia”. Będący takimi „żywymi trupami” mniej lub bardziej świadomie rezygnują z życia. Rezygnują z tego, co lubią (albo nawet nie wiedzą co to takiego mogłoby być), rezygnują z miłości, a w najgorszych przypadkach tracą nawet nadzieję. Ten ostatni promyczek światła w ciemności, najmniejszą i najsłabszą obietnicę, że coś się może odmienić jeszcze na lepsze. Wiem co mówię.

Skoro udało się nam mniej więcej określić śmierć nie tylko jako stan fizyczny, ale również w dużej mierze psychiczny, to o wiele łatwiej będzie zdefiniować życie. [Kiedy napisałem to zdanie, to się zaciąłem na kilka minut. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo to życie zdefiniować;)] Sądzę, że można by je było określić jako nieustanne wybieranie tego, co dla nas dobre, właściwe, wartościowe, rozwijające. Wybieranie pielęgnowania w sobie radości, miłości i nadziei. Odwracanie się od śmierci na tym kontinuum, które stanowi ona wraz z życiem. [Zauważcie, że piszę o kontinuum właśnie, a nie o dychotomii. Trochę jak ying i yang – w jednym zawsze jest trochę drugiego. Będzie o tym jeszcze za chwilę.]

Uświadomiliśmy już sobie mniej więcej z czym mamy do czynienia. A czy jesteśmy świadomi kiedy mamy z tym do czynienia? Czy mamy świadomość własnej śmiertelności, czy może raczej daliśmy się zagonić do mentalnej klatki myślenia tylko o tu i teraz i o tym, jak wyglądać zawsze pięknie i młodo? To jest kolejna z ciekawych rzeczy odnośnie śmierci. Umieramy ciągle i w każdej sekundzie. Każda chwila przybliża nas do końca. Nasze narządy się zużywają, złapaliśmy akurat jakąś chorobę, złamaliśmy sobie coś albo też jesteśmy palaczami ;). Czy wypieramy tę świadomość czy też nauczyliśmy się z nią jakoś funkcjonować? Wydaje mi się, że jest nam to potrzebne, żeby nie wyczyniać dziwnych rzeczy będąc starszymi i kiedy nie będzie się już dało maskować przed wszystkimi i przed sobą, że jednak nie jest tak samo jak było.

No dobrze. Ale przecież najpierw stwierdziłem, że życie to radość i nadzieja, a jak tu je zachowywać, kiedy w głowie ciągle memento mori? Dla kogoś wierzącego to nie takie trudne: śmierć nie jest końcem. Dla „absoluto-sceptycznych”, jak sądzę, sytuacja jest trochę bardziej karkołomna, ale nie należę do tej grupy, więc ciężko mi się wypowiadać. Myślę jednak, że dla jednych i dla drugich kluczowe jest to samo: realizacja siebie i swojego potencjału. Czyż nie będzie się lepiej patrzyć na własną historię z perspektywy lat wiedząc, że zrobiło się wszystko co się mogło? Że wybrało się to co dobre, a nie marazm i beznadzieję?

Ktoś mógłby mi całkiem sensownie zarzucić, że poruszam się w sferze wielkich ogólników. Miałby rację. Nie ważę się jednak na zejście do bardziej konkretnego poziomu z dwóch powodów. Pierwszy jest taki, że dla każdego to, co dobre i wartościowe będzie inne, tak jak my wszyscy jesteśmy inni. A po drugie sam nie wiem jeszcze co tak naprawdę życie znaczy dla mnie. Wybrałem je dopiero niedawno.

Zdaję sobie sprawę, że nic, co tutaj napisałem raczej nie jest zbyt odkrywcze. Skonceptualizowałem jednak te myśli w Tekst, ponieważ nimi teraz żyję i kołatały mi się po głowie dość chaotycznie. Ubranie ich w słowa i zdania to dobry zabieg porządkujący. A chaos to ostatnia rzecz, której potrzebuję.

Będąc na takim a nie innym etapie w sowim rozwoju filozoficzno-egzystencjalnym z chęcią dowiedziałbym się, co dla Ciebie znaczy „żyć”?

Reklamy

17 thoughts on “O życiu i śmierci słów kilka

  1. Aj; A mnie jeszcze nigdy nikt nie podsumował tak… bezlitośnie;(no może oprócz rodziców:) Trochę zabolało; Nie potrafię sobie inaczej wytłumaczyć Twojej reakcji, jak tylko tym, że trafiłam w czułe miejsce. Sorry, nie było to moim zamierzeniem. Wiesz, co jest dobre na wszystko? Parę dni na desce. Właśnie wróciłam z Beskidów. Lekarze zalecają mi relaks, bo za dużo pracowałam. 12-14 h dziennie, także w weekendy. Firma zajmująca się po prostu zarabianiem pieniędzy. Mam dwa fakultety, jeden zagraniczny. Obydwa w 6 lat. Potem 2 lata takiej pracy i mój organizm wysiadł, ale nie psychika, o dziwo; Jestem teraz na urlopie, ale wracam, po jakiejś obłędnej ilości badań. Studia, praca, to było moje życie. Oczywiście, znajomi, imprezy. Aż musiałam przestać, bo straciłam przytomność i wtedy dotarło do mnie, jak bardzo jestem samotna. Cały czas byłam, tylko tego nie czułam, bo w ogóle niewiele czułam. Głównie myślałam i działałam. A jeden z moich fakultetów to psychologia, ale nie można być dla siebie terapeutą. Uciekałam sobie przed tym, czego się bałam. No i właśnie dałam sobie szansę na jakąś bliższą relację i boję się, jak cholera; Chyba mam już pełno w gaciach, ale się nie poddaję; A więc, obiecujący pisarzu, także Cię podsumuję; Nadal uważam, że myślisz, ale nie jestem już tak pewna, czy pozwalasz sobie czuć;
    Chyba jest jakiś nowy tekst, ale czeka mnie przetarg, więc może później:)

    Polubienie

    1. Hm, jeśli zabolało, to przepraszam. Generalnie sądziłem,że piszę w żartobliwym tonie ;) No i mnie to Twoje „podsumowanie” też jakoś specjalnie nie ubodło, także wszystko jest w porządku;) Natomiast jeśli chodzi o brak dopuszczenia uczuć do głosu, no to nie da się ukryć, że mam w tym temacie trochę historii. Teraz jakoś próbuję to ogarniać, ale różnie wychodzi. Cieszę się, że się zatrzymałaś na chwilę. Mam kilkoro znajomych, u których widzę czy widziałem, jak narzucone sobie wysokie tempo życia prowadziło do mało ciekawych spraw. A najgorsze jest to, że nawet kiedy chce się spróbować komuś jakoś pomóc, to nic się nie da zrobić bez woli z ich strony. A takiego strachu i niepewności w nowej relacji to trochę zazdroszczę ;)
      PS Jaram się „obiecującym pisarzem” ^^

      Polubienie

  2. Wiesz, ja jednak upierała bym się przy tej gotowości:) Ponieważ tak właśnie zdarzyło się w moim życiu, ale może nie każdego to dotyczy. Chyba ostatnio zaczęłam być gotowa na, no nie wiem, może miłość to za duże słowo, ale coś w tym rodzaju;) I ktoś dłuuugo na mnie czekał:) Chyba miałam szczęście. Chociaż na jak długo, nie wiem. I pewnie teraz wydaje mi się, że cały świat tak funkcjonuje:) A ekspertem także nie jestem, inaczej nie zadawałabym Ci pytania, co to znaczy kochać? Skoro dyskusja zeszła nam na ten temat, to może powstałby też jakiś tekst:) Sama napisałabym go, ale nie potrafię;) Myślę, że twoje przemyślenia na ten temat mogłyby być ciekawe, bo w sumie na każdy temat są takie:) Czuję, że myślisz:)

    Polubienie

    1. Hahaha, dawno nikt mnie takim stwierdzeniem nie podsumował. Fakt faktem – skoroś zakochana, to ta okoliczność zaburza Twoją percepcję rzeczywistości ;P A co do tekstu, pomyśli się, w końcu o wszystkim można pisać fajne rzeczy :)

      Polubienie

  3. No teraz już znacznie lepiej wg mnie. Bo znacznie więcej entuzjazmu w stosunku do miłości:) To mi się podoba. Wszyscy (no może prawie) chyba marzymy i życzymy sobie czegoś, i to chyba coś znaczy, są to jakieś wizje, które później życie weryfikuje. Nie rezygnuj z poszukiwania miłości, najpewniej Cię zaskoczy tam, gdzie się jej nie spodziewałeś:) Ale nie zdarza nam się nic piękniejszego, niż być kochanym i kochać, kiedy już jesteśmy na to gotowi, oczywiście. Bo myślę, że z tą gotowością różnie bywa i może to właśnie ona jest zasadniczą sprawą?

    Polubienie

    1. Nie czuję się na tyle kompetentny w kwestii miłości, żeby wyrokować jak to jest z tą gotowością ;) Do poszukiwań też mam nieco sceptyczny stosunek. Ostatnio coraz częściej myślę, że jak się potrafi stworzyć sobie samemu fajne życie, to ta osoba do kochania jakoś tak naturalnie się pojawia sama w którymś momencie.

      Polubienie

  4. Wiesz co, jestem teraz trochę chora i pewnie będę jeszcze przez jakiś czas (dlatego mam go dużo:). Życie. Ale to powoduje smutek. I także w twojej odpowiedzi go wyczuwam. Właściwie chyba spodziewałam się jakichś peanów na temat miłości z twojej strony, po przeczytaniu niektórych tekstów;) Tak, miałam na myśli miłość w ogóle. Chyba nie kochać, znaczy nie żyć? A skoro wspomniałeś o sensie życia, to co nim jest, wg Ciebie? Wielu ludzi uważa, że właśnie bycie z kimś w głębokiej relacji miłosnej nadaje życiu sens. Ale są też tacy, którzy żyją bez tego, oni chyba jednak są w mniejszości;)

    Polubienie

    1. Moje Teksty to raczej pewien objaw myślenia marzycielsko-życzeniowego, a nie sprecyzowanych idealistycznych poglądów ;) Dla mnie sens życia to chyba zrealizowanie swojego potencjału. Wykorzystanie swoich talentów tak, żeby gdzieś tam pod koniec móc z satysfakcją przeprowadzić rachunek sumienia. Ten potencjał to dla każdego w dużej mierze coś innego, ale są chyba jakieś wspólne punkty, w rodzaju chociażby owej miłości romantycznej, bez której da się przeżyć w miarę nieźle, jednak do pełni szczęścia jest potrzebna wg mnie bardzo.

      Polubienie

  5. Wow, co za pytanie!Nie mogłam go pominąć, bo jest chyba skierowane także do mnie. Myślę, że odpowiedź nasuwa mi się szybko i jednoznacznie: żyć to znaczy kochać. Tylko co to znaczy kochać? Tutaj już się zacinam. Masz na to jakiś pomysł?

    Polubienie

    1. Też jest to jakiś pomysł ;) Ale chyba masz na myśli dość szerokie rozumienie tego słowa? W sensie kochać, czyli być życzliwym ludziom, pomocnym, dostrzegać w nich dobre rzeczy i inne takie pozytywne sprawy? Bo jeśli masz na myśli miłość, nazwijmy to, romantyczną.do kogoś konkretnego, to raczej nie nazwałbym jej sensem życia. Owszem, jest to jedna z najważniejszych rzeczy, które się nam przydarzają w czasie bytności tutaj, ale bez niej też się da mieć całkiem dobre życie, jak sadzę.

      Polubienie

  6. na początku było słowo, ale i potem, już po wszystkim, także było słowo; a raczej wiele słów, bo człowiek w historii już liczy się przez tysiąclecia, a nie lata pojedyncze. i kilkaset z tych słów upadło na podatny grunt – zrodziła się książka, która kończy się znamiennym zdaniem:
    „trzeba uprawiać nasz ogródek”.
    wydaje mi się, że nie jest ważne, co posiejesz w tym ogródku – o ile nie jest to cholerstwo mordujące wszystkich wokół, jawnie przekraczające granicę Twojej wolności. ważne, żeby patrzeć, jak ta uprawa wschodzi, jak włożony przez Ciebie trud procentuje, jak wreszcie ogródek się rozrasta, wydaje owoce, zwiększa swój zasięg, jest coraz piękniejszy.
    fenomenu życia nie sprowadzisz nigdy do definicji ontycznej, bo to pojęcie tak dalece zindywidualizowane, że już bardziej prawdopodobnie się nie da. ale jeśli spytałbyś dla mnie, co to znaczy żyć, to odpowiedziałbym Ci słowami, które napisałem kiedyś na małej karteczce.
    rób:
    dzieci, interesy, pieniądze, przyjaźnie, dobre książki, trafne myśli, karierę naukową, karierę samodzielną, wyróżnienia, rodzinne obiady, randki-niespodzianki. rób wszystko to, czego pragniesz, czego chcesz, wynajduj i odnajduj, popełniaj błędy i ucz się na nich, bo od tego właśnie jesteśmy ludźmi.
    i zapewniam Cię, że za tę uczciwość, za to działanie aktywne, w pewnym momencie zostaniesz nagrodzony. zaczną się spełniać przedmioty Twych starań, oczywiście, ale nie o to mi chodzi, bo to jakby naturalna konsekwencja aktywności, wyrażona choćby w prawie sylogizmu logicznego czy podstawowych założeniach reakcji chemicznych.
    Twoją nagrodą będzie to, że w pewnym momencie poczujesz, że przynależysz (po polsku to brzmi gorzej, odpowiedniej oddaje to uczucie angielskie słowo „belong to”); że jesteś u siebie – że jesteś na czele albo w szeregu, ale że jesteś, jesteś – i że pięknie być – że nie ma tej pustki i dziwnego, zastanawiającego osamotnienia – bo te dwa stany to najbardziej kurewska para, jaką możesz spotkać. i powiem Ci to nie tylko ja. powie Franz Mauer, powie Henry Hill, powie cała banda twardych gości, którzy w środku mieli uczucia i nie wstydzili się ich ani przez chwilę.

    BSNT

    Polubienie

    1. Generalnie chyba rozumiem, czemu WordPress wrzucił ten komentarz do spamu ;P a tak serio, to całkiem to ładne i nieźle brzmi. Zawsze się zastanawiałem, skąd u Ciebie tyle optymizmu ;>

      Polubienie

  7. Spodziewałam się opowiadania, a tu taki egzystencjalny Tekst! Po pierwsze to gratuluję wyboru życia, wiem że to niełatwe! Po drugie również polecam zajrzeć do dominikanów w Krakowie (choć z Krakowa nie jestem ;)), nawet jeśli ktoś nie wierzy to warto zobaczyć gotycki kościół i to cudowne błękitne sklepienie, które, gdy je zobaczyłam pierwszy raz zrobiło na mnie piorunujące wrażenie.

    A teraz do rzeczy. Co dla mnie znaczy żyć? Myślałam, że to oczywiste… a nie mogłam zebrać myśli.
    Żyć to budować relacje z ludźmi i z nimi być, dawać coś z siebie innym i rozwijać się, tworzyć (dość szeroko rozumiane), nie tracić choćby najmniejszej iskierki nadziei. Żyć to znaczy działać, nie umiem ciągle stać w miejscu, muszę stale coś robić dla siebie czy innych, jeśli nie robię nic staję się osobą „bez życia”.

    Żyć tak, by na koniec móc stanąć przed sobą i powiedzieć: dobrze przeżyłam życie.

    A czym jest życie? To dla mnie szczególny dar. Nie mam życia sama z siebie. Życie dostałam „w prezencie” od Najwyższego, to On najpierw mnie sobie wymarzył, stworzył i chciał bym była.

    Polubienie

    1. Z takich ‚architekturalnych’ rzeczy, to mi się najbardziej stalle u dominikanów podobają. Niby zwykłe miejsca do siedzenia, a tak pięknie zrobione, że je same można by kilka godzin oglądać :)
      I kto tu egzystencjalne teksty tworzy?;) Nie da się ukryć, że wszystko co napisałaś to prawda. Chociaż takie ładne słowa muszą znaleźć przełożenie na codzienność. W niej te szczytne i optymistyczne deklaracje mają brzydką tendencję do rozmywania się…

      Polubienie

    2. Tak stalle tez są piękne ;)

      Jak to ma się do rzeczywistości hm… może nie realizuję wszystkiego na 100%, ale staram się jak tylko mogę, nie potrafię usiedzieć w miejscu – zbyt aktywna ze mnie istota, ale pewnie i tak mogłabym więcej. Zawsze można…

      Polubienie

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s