Król II (opowiadanie)

Tekst jest drugą częścią do innego opowiadania, napisanego przez pewną znajomą. Nie sądzę jednak, żeby poznanie pierwszej części było bardzo istotne dla zrozumienia drugiej.

              Noc ustępowała miejsca szaremu, zimnemu świtowi. Królewna siedziała w parku na ławce, tuż obok nieczynnej czerwonej fontanny. Przyglądała się napisanym przed chwilą na asfalcie białą kredą słowom. Kawałek kredy ciągle tkwił w jej dłoni.

„Kocham cię” – tak brzmiały napisane przez Królewnę słowa. Wstała więc jeszcze i podpisała się. Usiadła ponownie na ławce i ciągle patrzyła na to, co napisała.

„Do następnego deszczu” – pomyślała. „Wtedy krople znowu zmyją te słowa…”

Królewna podniosła głowę, ponieważ poczuła, że ktoś się jej przygląda. Po drugiej stronie parku dostrzegła człowieka, który powoli zbliżał się w jej kierunku. To on na nią patrzył. Serce Królewny zamarło na chwilę, wydawało się jej, że go rozpoznaje.

– Czy to możliwe aby wrócił…? – wyszeptała. – Mój Król…

Ale kiedy człowiek zbliżył się jeszcze, Królewna zobaczyła, że jest tylko do niego podobny. Że to także Król, ale inny. Jej spojrzenie natychmiast utraciło swój blask, a plecy ponownie się nieładnie zgarbiły.

Wiedziała kto to jest. Znała tego Króla już dość długo. Często spotykali się na dworskich balach czy przy innych okazjach towarzyskich, które zbierały dużą część miejscowych wyższych sfer. Kilka razy nawet z nim rozmawiała, ale nigdy ich konwersacje nie przerodziły się w coś głębszego od zwykłych „małych rozmów”, które prowadzi się przy tego rodzaju okazjach. Traktowała go jako kolejny element społecznego krajobrazu, który po prostu jest i nie wywołuje żadnych pozytywnych lub negatywnych emocji. Słyszała o nim trochę dobrego od księżniczek, jednak nigdy nie przyszło jej do głowy, żeby w jakikolwiek sposób sprawdzać na własnej skórze te doniesienia.

Zupełnie nie miała do tego głowy zajęta własnymi myślami, rozważaniami i pragnieniami związanymi z tamtym Idealnym Królem.

Mimo tego, że wciąż było dość ciemno, to ten Zwykły Król chyba zauważył nagłe wyparowanie początkowej radości Królewny. Nic dziwnego, była bardzo ekspresyjna i zazwyczaj całą sobą okazywała emocje. Kiedy z czegoś się cieszyła, to jej brat Książę często żartował, że oczy tak się jej świecą, że nie potrzebują żadnych świec do oświetlenia komnat.

Postronny obserwator bez trudu stwierdziłby, że początkowy sprężysty krok z jakim zbliżał się Król do Królewny zamienił się w niepewne człapanie dokładnie w momencie, w którym zauważył on przemianę, jaka zaszła w Królewnie. On też się zgarbił, jednak nie przestał podchodzić do miejsca, w którym przesiadywała Królewna.

W chłodnej szarości poranka rozbrzmiały pierwsze słowa Króla, które brzmiały jednak tak, jakby nie chciały zupełnie opuszczać jego ust. Skoro mimo to zostały do tego zmuszone, to wydawały się uparcie próbować wcisnąć się z powrotem tam skąd wyszły.

– Witaj Królewno, co robisz tutaj o tej porze? Nie sądziłem, że kogoś tu teraz spotkam…

– Cześć. Tak sobie siedzę i rozmyślam.

– O czym, jeśli można wiedzieć? – Tuż po tym jak zadał to pytanie, Król zauważył kredowy napis i już był w stanie samemu na nie odpowiedzieć. Mężnie jednak wysłuchał odpowiedzi.

– O moim Królu. O tym, na którego czekam. – Ledwie wspomniała o Nim, a do jej głosu poczęły wracać dźwięczne nuty i poranek przestał być taki ciemny pod wpływem blasku jej oczu. Niestety, Król jakby jeszcze bardziej się skulił.

– Aż tak bardzo go kochasz? – Tylko ktoś kompletnie głuchy nie usłyszałby w jego głosie bólu. Wyglądało jednak na to, że Królewna jest żywym przykładem tego, że myśli mogą wywoływać kompletną głuchotę.

– Jeśli kochać to znaczy myśleć ciągle o kimś, wspominać jego wygląd, głos, dotyk, to jakich słów używał i co chciał nimi przekazać to tak, bardzo go kocham.

– Rozumiem… Często się z nim widujesz? Na żadnym przyjęciu nie widziałem go z tobą.

– Och, od dawna go nie widziałam. Wiele lat temu wyruszył w świat. Sądzę, że chciał go ujarzmić. Kiedy jeszcze był tutaj ze mną, często o tym opowiadał. Mówił, że tylko poprzez osiągnięcie kresu swoich możliwości można poznać siebie i to, co jest naszym niebem. Narzekał, że tutaj nie ma już dla niego żadnych wyzwań, że wszystko go nudzi i ciągle odczuwa głód poznania i przeżywania. W końcu wyruszył w świat, ponieważ stwierdził, że uczynienie go sobie poddanym to największe z możliwych wyzwań, a on właśnie takiego potrzebuje. Podziwiałam go, kiedy przygotowywał się do tej wyprawy. Determinacja, która towarzyszyła tym przygotowaniom niezwykle mi imponowała. Cieszyłam się, że mam tak silnego i zdecydowanego Króla.

– Teraz rozumiem. Ale powiedz… jak długo go już nie ma?

– Och, nie wiem. Straciłam rachubę, jeśli mam być szczera.

– Mimo to ciągle o nim marzysz? – w pytaniach Króla ciągle pobrzmiewał ból, coraz bardziej zmieszany z niedowierzaniem. Z kolei Królewna nieustannie się nakręcała i w końcu zaczęła mówić niemalże jak natchniona.

– Oczywiście, że tak. Nie mogę się doczekać chwili, w której on do mnie powróci jako zwycięzca, władca świata, człowiek, który wie o sobie wszystko i jest pewny wszystkiego. To będzie najlepszy dzień mojego życia!

– Mówisz tak, jakbyś spodziewała się powrotu tego samego człowieka. A doświadczenia przecież nas zmieniają. Nie boisz się, że wróci ktoś, kogo nie będziesz już znała?

– Myślałam o tym, sadzę, że to całkiem możliwe. Ale przecież cóż stoi na przeszkodzie, żeby znów się poznać?

– Sądzisz, że będzie w stanie przekazać Ci to wszystko słowami, co sam robił, odczuwał i przeżywał? Nie wydaje mi się, żeby istniał język zdolny do dokładnego opisywania uczuć i doświadczeń.

– Ale przecież nie musi być tak dokładnie… Tylko tyle, żeby zrozumieć… – Po raz pierwszy w głosie Królewny pojawiła się delikatna nuta niepewności. Im wyraźniejsza ona była, tym bardziej Król zdawał się łapać wiatr w żagle w swoich wypowiedziach.

– Pamiętasz, jak w młodości występowałaś w przedstawieniach razem ze swoimi przyjaciółmi? Czy kiedykolwiek po spektaklu byłaś w stanie opowiedzieć o tym, co przeżywałaś na scenie na tyle dokładnie, żeby poczuć się zrozumianą?

– Hm, chyba nie…

– A czy nie denerwowało cię to, że inni ludzie nie potrafią pojąć tego, o czym im mówisz i po prostu przytakują z głupimi minami?

– No tak…

– To czy nie jest możliwe, że również twój Król będzie się czuł podobnie? W końcu nie wraca z jakiegoś tam dziecinnego teatrzyku, tylko z walki o władzę nad światem i sobą samym.

– Tak, tylko, że ja nie będę taka obojętna! – Królewna zaczynała reagować irytacją na natarczywe pytania swojego rozmówcy. – Będę go słuchać tak bardzo jak się tylko da!

– Nie wątpię w to, moja droga. Śmiem jednak sądzić, że Twoi rodzice również słuchali cię w ten sam sposób, jednak ciągle byłaś na nich zła, że nie potrafią odpowiedzieć, ponieważ sami nie mieli takich przeżyć.

– Sugerujesz, że kiedy mój Król wróci, to będzie na mnie zły?

– Tego nie powiedziałem. Całkiem możliwe, że będzie się bardzo cieszył z powrotu, jednak ta radość może nie trwać tak długo jak jego nieobecność.

– Dlaczego mi to wszystko mówisz? Dlaczego tak nagle zacząłeś się przejmować mną i moim życiem uczuciowym?

– Mówisz tak, jakbyś była pewna, że wcześniej się nie interesowałem, a tego pewna być nie możesz. Poza tym, sama wybrałaś to, żeby odpowiadać na moje pytania w taki a nie inny sposób, zamiast zbywania mnie ogólnikami. Po trzecie w końcu, chcę ci pokazać, że ludzie którzy wybrali drogę podobną do twojego Króla bardzo rzadko z niej schodzą. Już nigdy nie przestają odczuwać pociągu do samotności, do przygód i do radzenia sobie samodzielnie. Ludzie, którzy nie wybrali drogi podobnej do nich zdają się im być ograniczeniem raczej niż radością. Dla nich wędrowanie w poszukiwaniu odpowiedzi może stać się ważniejsze od ich poznawania. Nie uważasz, że to tragiczne, kiedy osiągnięcie celu jest największą tragedią, która zabiera sens życia?

– Mówisz tak, jakbyś uważał, że lepiej jest siedzieć ciągle w domu i nie poznawać niczego nowego.

– Mówię tak, jakbym uważał, że wybór samotnego przeżywania świata jest błędny. Mówię tak, jakbym chciał Cię ostrzec przed rzeczami, których być może się nie spodziewasz, ale które są równie możliwe jak te, których oczekujesz po powrocie swojego Króla. Mówię tak, jakbym cierpiał widząc cię oczekującą na urzeczywistnienie się jakiegoś mirażu, ułudy, którą sobie zbudowałaś w ciągu tych wszystkich lat w czasie których obserwowałem cię i adorowałem z ukrycia. Nigdy nie miałem odwagi by spróbować zwrócić na siebie twoją uwagę, więc tylko rozmawiałem z tobą wtedy, kiedy było to usprawiedliwione. Nigdy nie odważyłem się na stworzenie okazji do tego, by porozmawiać z tobą w spokoju, w ciszy, bez tych wszystkich ludzi dookoła. Spacerowałem tu dzisiaj tak samo, jak robię to niemal codziennie. Nawet do głowy by mi nie przyszło, że jakimś szczęśliwym zrządzeniem sprzyjających mi sił spotkam tu dziś ciebie. Skoro jednak już to nastąpiło nie mam zamiaru zmarnować tej okazji i nie rozmawiać z tobą tak szczerze i otwarcie jak zawsze o tym marzyłem. Zawsze chciałem ci powiedzieć, że będąc na miejscu twojego Króla, którego tak uwielbiasz, nigdy bym cię nie zostawił samotnej. Ja wiedziałbym jaki skarb znajduje się tuż obok i zabrałbym go ze sobą w każdą podróż. Z radością zabrałbym cię wszędzie tam, gdzie zawsze chciałem pojechać. Wspólnie stawilibyśmy czoła wszelkim przeciwnościom, wszelkim kłodom jakie tylko świat rzuciłby nam pod nogi. Wspólnie przeżywając nie tylko przygody ale i dni spokojne budowalibyśmy związek pełen zrozumienia, jako że mielibyśmy o czym rozmawiać, co wspólnie robić i co wspominać.

Możesz sądzić, że słuchasz właśnie rozpaczliwych wynurzeń kogoś przegranego. Kogoś, kto nie wie czego jest wart, skoro prawie niczego w życiu nie przeżył, a swój czas zmarnował na włóczenie się po dworskich komnatach za tobą. Jeśli tak spojrzysz na mnie, to równocześnie będziesz musiała w ten sam sposób ocenić swoją własną egzystencję, jako że prowadzisz ją w tych samych miejscach co ja. Uwierz, że często napadały mnie te wątpliwości w chwilach słabości. Pokonałem je jednak wszystkie, wiesz dlaczego?

Dlatego, że w końcu do mnie dotarło czego chcę w życiu i co jestem w stanie zrobić, żeby to osiągnąć. Odpowiedzi na te dwa pytania są niezwykle proste, mimo ich fundamentalności. Otóż, w życiu chcę być z tobą, a jestem w stanie zrobić wszystko, żeby tak się stało. Oczywiście, za tą konstatacją nie poszło zbyt wiele czynów, jako że w gruncie rzeczy jestem bojaźliwym człowiekiem. Uwierzyłem jednak, że kiedyś będę w stanie dopiąć swego, a jeśli teraz moje wszystko ogranicza się do zwykłych rozmów od czasu do czasu to niech i tak będzie. Nie wiem, czy postawa, którą przyjąłem ma sens, nie wiem, czy wyjdzie mi ona na dobre. Wiem jednak, że jeśli miłość to trwanie przy drugiej osobie, troszczenie się o nią nawet wtedy, kiedy ona o tym nie wie i wytrwałość w dążeniu do wspólnego szczęścia, to moja Królewno, kocham cię najbardziej na świecie.

Po ostatnich słowach Króla zapadła niezwykła cisza pełna nietajonego zdziwienia. On sam był zadziwiony, że dane mu było wyrzucić z siebie to wszystko, co więził w sobie latami, a ona wciąż nie oswoiła się z myślą, że ktoś kogo zupełnie o to nie podejrzewała może żywić tak silne uczucia wobec niej. Siedziała ze spojrzeniem utkwionym w kredowy napis, który nagle zaczął się jej wydawać jakiś nierealny. Słuchała niespokojnego oddechu Króla, po którym widać było zmęczenie większe od tego powodowanego przez przebiegnięcie maratonu. Na jego czole gęsto perlił się pot, z jego ust wylatywały kłęby pary łącząc się z tymi, które uchodziły w przestrzeń z jego rozgorączkowanej głowy. Gdzieś w trakcie swojego płomiennego wywodu rozpiął swój gruby płaszcz wielbłądziego koloru i teraz wyzierała spod niego rozchełstana błękitna koszula. Stał przed nią w lekkim rozkroku z rękami w kieszeniach, ale w niczym nie przypominał tego przybitego, zasmuconego i zgarbionego Króla, który do niej podszedł. Teraz był wyprostowany, z całej jego sylwetki biła siła, która tak długo oczekiwała na swe uwolnienie. Pełne ognia spojrzenie, którym wciąż się w nią wpatrywał powodowało, że sama nie wiedziała gdzie podziać swój wzrok.

Niezliczone myśli i emocje przebiegały przez jej umysł i całe ciało, powodując fale gorąca przeplatające się z falami chłodu, nagłe drętwienie dłoni, nóg czy palców oraz niepowstrzymane dreszcze. Nie była w stanie wydobyć z siebie żadnego głosu. Wielkim wysiłkiem podniosła oczy, które do tej pory wpatrywały się nieustannie w czerwień jej własnego płaszcza. Kiedy to zrobiła, pierwszą rzeczą, którą zauważyła była właśnie owa koszula i jego szyja wystawiona na mróz.

Wiedziona pierwszym instynktem podniosła się z ławki, na której siedziała, podeszła do Króla i zawiązała mu jego szalik, po czym zapięła mu płaszcz.

– Przeziębisz się… – wyszeptała. – Nie chcę, żebyś się przeziębił…

Meteorolodzy długo spierali się później między sobą co do przyczyn takiej a nie innej aury tamtego dnia. Jedni twierdzili, że to Golfsztrom płynący przez Atlantyk spowodował wszystkie anomalie. Inni upierali się, że to masy kontynentalnego powietrza znad Azji Centralnej odpowiadały za niepojęte zjawiska. Jeszcze inni jako winnych wskazywali burze piaskowe na Saharze, choć nie bardzo potrafili uzasadnić, dlaczego je wybrali.

Fakt pozostawał jednak faktem: mimo bardzo niskiej temperatury i śnieżnych chmur znajdujących się nad królestwem jeszcze rankiem, przed południem niebo zupełnie się rozjaśniło, a promienie słoneczne stopiły wszelkie plamy śniegu, jakie zdążyły powstać. Po południu z kolei chmury powróciły, jednak przyniosły tym razem rzęsisty deszcz, który dokładnie obmył wszystko, na co spadł.

Z podziękowaniami dla A.S.

Kraków, 5-6 styczeń 2015

Reklamy

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s