O Pablopavo słów kilka

                  Każdy ma chyba jakiegoś muzyka, który swoją twórczością zaszedł mu za skórę tak bardzo, że trudno sobie wyobrazić życie bez obecności tego kogoś w głośnikach czy słuchawkach co jakiś czas. Znamy na pamięć wszystkie możliwe utwory, często życiorys tego kogoś poznaliśmy lepiej niż dzieje większości znajomych. Dla jednych pewnie ważniejsze będzie, czy ten wykonawca dobrze tworzy pod względem muzycznym, melodycznym, dźwiękowym czy jak to tam zwać. W sensie, czy ładne dźwięki komponuje. Inni pewnie wolą ciekawą warstwę tekstową, która zmusza do przemyśleń, wyzwala emocje i na szereg innych sposobów pobudza umysł i serce. Jeszcze inni pewnie poszukują dobrego balansu pomiędzy pierwszym i drugim aspektem. Ja sam nie wiedziałem, że go poszukuję, dopóki nie posłuchałem pierwszej solowej płyty człowieka, o którego twórczości i jej wpływie na mnie chcę dziś trochę opowiedzieć.

Proszę Państwa, przed Wami Paweł Sołtys, znany jako Pablopavo.

            Spotkałem go dość wcześnie w moim życiu. Mniej więcej wtedy, kiedy zaczynał Vavamuffin. Pamiętacie? Dla mnie to był szał. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że słucham m.in. Pabla, ale chłopaki pokazali mi nowe muzyczne rejony. Trochę szkoda, że później pojechali w taką a nie inną stronę.

            Tak czy inaczej, będąc na fali fascynacji Vavamuffin, czy generalnie raggamuffin, dowiedziawszy się o solowej płycie Pablopavo ucieszony byłem wielce, spodziewając się tego samego, tylko więcej. Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszy raz przesłuchałem Telehon…Człowiek mi pokazał, jak różne oblicza można prezentować, jak różnorodne mieć upodobania i zainteresowania. Oczywiście, przed nim było wielu muzyków działających w skrajnie nieraz odmiennych projektach zapewne, ale dla mnie ta świadomość przyszła razem z Pablem. Początkowo i tak skupiałem się głównie na tytułowym kawałku, który jeszcze w miarę korespondował z tym, co już znałem. Dopiero po jakimś czasie i iluś tam przesłuchaniach doszła fascynacja dźwiękami i słowami takich niezwykłych rzeczy jak przykładowo Dym Dym. Pewna bliska mi osoba mówiła nawet o „okresie czarnego płaszcza”, który przeżywałem, a który się miał objawiać podejściem rodem z tej piosenki, tylko że w stosunku do całego życia. Chyba od dawna miewałem skłonności depresyjne…^^’

            Kiedy już Telehon się zgrał, z utęsknieniem oczekiwałem następnych produkcji Pablopavo. Nadeszło 10 piosenek. To się chyba stało taką świecką tradycją, że początkowo na jego płytach jest kilka od razu rzucających się w uszy kawałków, a z każdym następnym odtworzeniem całości następuje odkrywanie innych. Lepsze zrozumienie tekstu, docenienie dźwięku… Najbardziej chyba wyrazistym dla mnie utworem z tej płyty jest Indziej.  Nagrał się nawet do tej piosenki teledysk, ale jakoś chyba wolę ją samą.

           [Dygresja niczym z fabryki: ostatnio rozmawiałem o kojarzeniu piosenek z miejscami, sytuacjami ludźmi etc. Muszę zmienić swoje stanowisko – też mam takie skojarzenia. Na szczęście niezbyt silne.]

    Trzecia płyta, Polor. Absolutnym majstersztykiem jest Dancingowa piosenka miłosna. Są też inne, ale przecież nie o to chodzi, żebym na tacy wszystko podawał. Samodzielne odkrywanie to największa radość, a mam nadzieję, że ktoś się zdecyduje na własną rękę poszperać troszkę w twórczości Pablopavo zachęcony moimi słowami.

            Kolejne zaskoczenie przyszło z jego strony w momencie, kiedy odkryłem, że nagrał krążek do spółki z Praczasem. Niby miały być Głodne kawałki, zupełnie inne (elektroniczne?) klimaty pod względem muzycznym, ale tekściarsko i klimatycznie nie da się zaprzeczyć, że piętno Pabla jest wyraźne niczym to wypalone żelazem. Zadzwonię i powiem czyż to nie piękne?

           Można by się zacząć zastanawiać, co tak na mnie działa w jego wykonaniu. Z jednej strony na pewno są to niezwykle oryginalne dźwięki. Kiedyś znalazłem chyba takie określenie jak „miejski folk”. Myślę, że to całkiem nieźle oddaje głównego ducha muzyki tworzonej przez Pablopavo. Da się słyszeć klimat warszawskich orkiestr ulicznych, starych uliczek i innych takich. Teksty również są mocno osadzone w stolicy, a jednak mają też uniwersalny charakter. Poprzez historie w skali mikro opowiadają jakieś szersze prawdy. Mówią o zwykłych ludziach, przez co wielu z nas mogłoby jak sądzę się w nich przejrzeć. A do tego chyba często w życiu czułem się mniej więcej tak, że Dajcie mi spokój, więc czułem jakąś sympatię i solidarność z kimś kto też jest stanowczo za młody na takie teksty.

            No nic, strasznie to chaotycznie wyszło i w sumie mało konkretnie. Jak zwykle, kiedy w grę wchodzi opowiadanie o emocjach przez kogoś, kto raczej się na nich nie zna. Mam nadzieję, że ktoś się zainteresuje tym gościem, bo bezsprzecznie warto.

PS Wyszło, jaki ze mnie fan. Na fali tego wpisu poszukałem trochę info o Pablo i się okazało, że niepostrzeżenie dla mnie wydał jeszcze jedną płytę: Tylko. Pewnie jak zwykle trochę czasu mi zejdzie zanim się zdecyduję co o niej sądzę. No i nowe Zjednoczenie Sound System jeszcze… :)

           

Reklamy

3 thoughts on “O Pablopavo słów kilka

Skomentuj Tekst!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s