Dobre chęci cz. 3

Dobre chęci cz. 1

Dobre chęci cz. 2

III

 

Chyba właśnie przeżywał najlepsze chwile swojego życia. Ulubiona muzyka doświadczana na żywo z piękną dziewczyną u boku wciąż jeszcze powodowała gotowanie się krwi. Tym mocniejsze, że Karolina zdawała się szczerze cieszyć się i doceniać nowe dla niej dźwięki. Widok jej roziskrzonych oczu był najlepszą nagrodą za wszystkie przeżyte stresy i wątpliwości. Jakby tego było mało, teraz wciąż jeszcze rozmawiali o przesłaniu, o melodiach i lirycznym kunszcie Pabla, mimo że od wyjścia z klubu minęły już ponad dwie godziny. Czytaj dalej

Reklamy

Dobre chęci cz. 2

Dobre chęci cz. 1

Następne dni były przepełnione dla Olafa typowymi objawami narastającego zauroczenia. Myśli o Karolinie utrudniały mu skupienie się na czymkolwiek. Nawet ludzie w pracy kilkukrotnie dostrzegali jego rozkojarzenie. Ciągle miał przed oczami jej skupioną twarz, kiedy słuchała tego co mówił, mimo tego, że sądziła, że poświęca sobie zbyt dużo uwagi. Wspominał burzę rudobrązowych włosów, nieco pokręconych, lecz wciąż wdzięcznie spływających na jej delikatne ramiona. Po raz pierwszy zaczął się cieszyć, że w środę znów pójdzie na grupę. Nie był z tego powodu bardzo dumny z siebie, ale w czasie kolejnego samotnego weekendu próbował nawet wyśledzić ją na facebooku. Stety lub niestety nie udało mu się. Czytaj dalej

Dobry deszcz

Ten dzień mógł zostać postawiony w Sevres jako wzór ambiwalencji.

Przez większą jego część świeciło piękne słońce. Z drugiej strony jednak, pod wieczór nadciągnęły ciężkie chmury.

Mógł w końcu wydać nieco pieniędzy za sprawą otrzymanej niedawno w pracy premii, jednak nie było ich tyle, ile miał nadzieję.

Ludzie na ulicy uśmiechali się do niego, ale później pytali o fajkę albo drobne na browara.

Dziewczyny wyciągnęły z szaf nieco lżejsze rzeczy, ale chodziły w nich pod rękę ze swymi chłopakami.

To była niedziela, ale jutro miał być poniedziałek. Czytaj dalej

Dobre chęci cz. 1

I

– Znacie to uczucie, kiedy wszyscy rozchodzą się do swoich domów, do rodzin, przyjaciół i współlokatorów, a wy zostajecie sami? Albo kiedy kończy się jakaś przygoda, wspólny wyjazd, czy coś podobnego i musicie wrócić do pustych czterech ścian? Czy o was też wszyscy powiedzieliby, że umiecie żartować, że zawsze jesteście pogodni i mili, podczas kiedy czujecie się martwi w środku? Czytaj dalej

Żółte plamy latarniowego światła dziurawiły nocne ciemności spokojnej uliczki. Fasady starych kamienic obojętnie spoglądały na rząd zaparkowanych samochodów, które cierpliwie pokrywały się rdzą w oczekiwaniu na poranne pojawienie się smutnych właścicieli. Wszędzie dookoła panowała cisza. Każdy jednak, kto spędził choć jedną noc w mieście wie, że nocna cisza w miejskim otoczeniu oznacza tylko mniejszą ilość źródeł dźwięku. Z daleka dobiegał raz po raz szum silników samochodów jadących po głównej ulicy tej części miasta. Z okien mieszkania na rogu wylewały się dźwięki muzyki i podniesionych głosów. Kocie łapy pluskały w sporej kałuży, która się ostała po niedawnym deszczu. Raz czy drugi nad całą symfonię tych oraz innych dźwięków składających się na miejską ciszę wybił się jazgot policyjnych syren. Swoim natręctwem przypominał wszystkim, że spokój zdający się panować w tym miejscu jest niczym więcej, niż tylko zwiewną zasłoną chwilowo przykrywającą wszystko co gwałtowne, przykre i nielegalne. Każdy słuchający tych syren musiał przypomnieć sobie, że to, czego nie widać w danej chwili i na pierwszy rzut oka nadal istnieje gdzieś tam, bliżej lub trochę dalej. Wszystko to tylko czeka na sposobność do wdarcia się na pierwszy plan i zniszczenia choćby pozorów spokoju. Czytaj dalej

Tak zapewne czuli się jego dziadkowie, kiedy zdarzyło się im kiedyś znaleźć na strychu dawno zapomniane pudełko z listami miłosnymi albo fotografiami wydarzeń, które zniknęły z pamięci ich uczestników.

Ponieważ jednak był XXI wiek, nie brudził się właśnie kurzem i nie wiadomo czym jeszcze, skulony między pakunkiem ze starymi ubraniami a skrzynią z dekoracjami bożonarodzeniowymi. Zamiast tego siedział na krześle w swoim pokoju i w sposób właściwy dla swojego pokolenia wpatrywał się w ekran komputera. Rolę trudności z otwarciem zardzewiałego pudełka przejęły próby przypomnienia sobie właściwego hasła. Zaś zamiast przeglądania drżącymi ze wzruszenia rękami pożółkłych kartek papieru, pozostało mu tylko wodzenie kursorem po kolejnych wpisach na blogu. Signum temporis.

Zdawał sobie smutną sprawę z tego, że nie znajdzie tam jednak żadnych śladów historii miłosnych ani wspomnień radośniejszych dni. Te pierwsze występowały w jego życiu głównie za sprawą filmów Johna Carney’a, a tych drugich miał na tyle mało, że o wszystkich pamiętał. Coś jednak przyciągało go do tego pokrytego cyfrowym kurzem zakątka sieci.

Żółte światło słabych żarówek nadawało pomieszczeniu odcienie prawie jak z fotografii w sepii. Oczyma wyobraźni widział siebie palącego cygaro, ubranego w wełniane spodnie i kamizelkę od garnituru, w swej szarości trochę tylko ciemniejsze na zdjęciu od białej koszuli i jej podwiniętych rękawów. Przed nim na stole maszyna do pisania Remington oraz sterta pokrytych drobnym druczkiem kartek, dociśniętych dla pewności szklaneczką z whisky.

Otrząsnął się z wizji i zwrócił w stronę klawiatury laptopa. Signum temporis.

Łazarz (wiersz)

Nie jest tak łatwo jak się wydawało na początku…

 

Powołałeś mnie

na nowo do życia.

Chociaż ja chciałem

Tylko miejsca ukrycia.

 

Co teraz mam zrobić?

Już wcześniej przecież

Nie wiedziałem.

 

Me myśli wracają

Ciągle do grobu.

Za miejsce odpoczynku

Go mają.

 

Wiem, że żyć pięknie

Słodko jest i zaszczytnie,

Lecz strach mnie dławi

Ciągle. Co mnie dziś zbawi?

Inspektor Sword i dziwka

Ten Tekst nie jest pochodną archeologii internetowej, tylko ostatniego czasu. Nie wpisuje się zbytnio w charakterystykę Inspektora, ale cóż, każdy ma swoje wzloty i upadki, nawet Sword. A już tym bardziej ja ;)

            Inspektor wiedział, że nie jest sam w swoim mieszkaniu. Nie było ono duże, więc teoretycznie nie powinien mieć trudności ze znalezieniem intruza. Praktyka była jednak bardziej skomplikowana. Nieproszone towarzystwo dobrze się maskowało. Natomiast kiedy już się ujawniało, to robiło to w sposób niemalże niemożliwy do powstrzymania czy też zdobycia się na odrzucenie go. Sprawę komplikował fakt, że była dziwką. Nie taką zwyczajną grzybiarką, którą można znaleźć bez większego trudu. Oj nie. To była wyższa półka, o wiele wyższa. Czytaj dalej

Snajper i Ida, czyli o kinematografii słów kilka

                Ostatnio oglądam mniej filmów niż to drzewiej bywało (ale to dobrze). Jednak wobec ogólnego szumu z jednej strony (Ida) jak i zainteresowań (Snajper) sprawdziłem te dwa obrazy i stały się one pretekstem do spisania kilku myśli, które już dość długo krążą mi po głowie. Od razu zastrzegam, że nie będzie to recenzja. Kinonazistów [;)] upraszam też o powstrzymanie ich koni i nie tratowanie mnie za zestawienie w tytule filmów z dwóch chyba zupełnie różnych biegunów. Przejdźmy zatem do rzeczy. Czytaj dalej